Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty
środa, 5 czerwca 2013
niedziela, 2 czerwca 2013
Powroty.
Blog pokrył już kurz, nie z braku wydarzeń, a z ich nadmiaru. Kolejna wielka europejska podróż za nami. Przywieźliśmy z niej naręcze książek, sporo zdjęć, kilka drobiazgów, bursztyn i poczucie, że to, co ważne, czyli relacje z ludźmi, pozostaje niezmienne. Wyjazd pełen pozytywnej energii i dobrych spotkań. Oczyszczający i przypominający nam, dlaczego choc tu nie jest źle, nasz dom leży daleko.
Tymczasem powoli wracamy do rzeczywistości, choc nadal budzimy się skoro świt. A świt jest cudny, pachnący, zachęcający do tego, by wstać.
poniedziałek, 11 lutego 2013
Powroty. Mis z niebieska czapka.
Wysypuje resztki piasku z kieszeni spodni Chlopca. Znajduje kamyki, ktore pozbieral nie wiadomo kiedy.
Pralka szumi miarowo a z opakowania ubywa proszku. Suszarka obwieszona jest do granic.
Myje wlosy. Wyplukuje slony zapach cieplego oceanu.
Dziewczynka wygrzebuje z torby naszyjnik z orzeszkow kukui.
Mysle o lodach ananasowych z plantacji Dole. I o zapachu oceanu. A takze o ogromnym statku, w ktorym spi od ponad siedemdziesieciu lat wiekszosc jego zalogi.
Kwiecisty sarong znika w szafce, bedzie musial poczekac na lato.
Walizki laduja w schowku.
Ksiazka o Disney'u, kupiona w jego muzeum, trafia na polke z materialami do przeczytania w najblizszym czasie.
Troche zal mi zapodzianego swetra i tego, ze nie zdazylam kupic lokalnej kawy.
San Francisco jak zwykle przywitalo nas przeszywajacym wiatrem...
Nie zal mi powrotow. Wiem, ze dla tych powrotow sie wyjezdza. Popijam herbate i przygladam sie rosnacemu za oknem drzewu. I zastanawiam sie, czy w zeszlym roku tez bylo tak cudownie biale od kwiecia. A moze to ja nauczylam sie patrzec?
Tymczasem... Chlopiec zapodzial gdzies ukochanego misia. Tego, z ktorym zasypial kazdej nocy od momentu, w ktorym go dostal, chwile po swoich pierwszych urodzinach. Wielogodzinne poszukiwania nie przyniosly rezultatu. Chlopiec przyjal jego obecnosc dzielnie, powiedzial, ze poczeka, az "Mis Haron urosnie i wroci do niego". Przyznam, ze zaskoczyla mnie jego reakcja. I poczulam, ze oto moj maly synek nie jest juz maly. I ze mis w niebieskiej czapce stracil dla niego znaczenie. Ogarnely mnie jednoczesnie smutek i radosc. Dzisiejszego wieczoru zobaczylam jednak w jego oczach smutek. I podziekowalam losowi za dobra wrozke, ktora przysle Chlopcu jego misia, nie tego samego, ale identycznego, bez spranego ubranka i bezkstaltnego od ciaglego prania cialka. Mam nadzieje, ze ten nowy/stary mis zostanie przez synka zaakceptowany i bedzie towarzyszyl mu do czasu, kiedy on sam postanowi schowac go do pudelka, wraz z odciskiem stop, zrobionym w dniu jego narodzin i kosmykiem wlosow z pierwszego strzyzenia. A do tego czasu bedzie moim malym synkiem.
Cala ta przygoda uswiadomila mi, ze moje dzieci nieublaganie i nieprzerwanie rosna, uniezalezniaja sie i ze juz za chwile beda mialy swoich przyjaciol, swoje sprawy, swoje rodziny. A mi pozostanie ta mieszanka radosci i smutku. Ale nie bede o tym myslec jeszcze przez chwile i poprostu naciesze sie nimi, poki czas.
piątek, 15 czerwca 2012
powroty
Czerwiec zaskoczył nas spontanicznym wyjazdem, jednym z tych, przy których kupuje się bilet na ostatnią chwilę, a walizkę pakuje się tuż przed odlotem. Było cudnie, momentami letnio, momentami deszczowo, mgliście, smacznie i zaskakująco. Dużo było dziecięcych uśmiechów, koników morskich i zapachu morza. W końcu też miasto, będące dotychczas w mojej pamięci garścią porozrzucanych puzzli, uformowało się w jasną całość, wypełnioną wąskimi ulicami, starymi cmentarzami i kościołami, statkami i zapachem owoców morza. I wiem już, że będę do niego wracała w myślach jak do jednego z tych miejsc, w których czuję się naprawdę dobrze. Miejsc, o których umiałabym myśleć jak o swojej potencjalnej przestrzeni.
Jedną z rzeczy, którą lubię w podróżach, jest powrót do domu. Ten moment, kiedy pralka szumi przyjemnie, żelazko bucha parą, dzieci cieszą się z tych samych, a jakby innych zabawek i pałaszują ulubione potrawy, kiedy dzbanek znowu pełen jest ulubionej herbaty, a odkurzacz w końcu zostaje włączony. A potem jest czas na przejrzenie zdjęć, zajrzenie do nowej książki kucharskiej, pozwolenie sobie na długą kąpiel w wannie i położenie głowy na wreszcie swojej poduszce. A Kalifornia wydaje się już nie tak bardzo brzydka, dom zaś cieszy bardziej niż zwykle, pewnie dlatego, że nareszcie jest naprawdę nasz.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





.jpg)






