środa, 5 czerwca 2013
Powoli wracamy do normy. W domu roznosi się zapach ciasta ze śliwkami, lodówka wypełniona jest po brzegi świeżymi warzywami i owocami, walizki, utknięte w schowku na balkonie, czekają na kolejną wyprawę. Chłopiec chętnie wrócił do przedszkola a dziewczynka znowu chętnie ucina sobie popołudniową drzemkę. I tylko w mojej głowie jeszcze nie wszystko wróciło na własne miejsce. To wracanie do rzeczywistości, która lada chwila zmieni się znowu, przychodzi mi z wielkim trudem. Poczytuję Zasto volim Kanadu - zbiór esejów emigracyjnych o ironiczno - zabawnym tonie i myślę o wrześniu, nowym przedszkolaku i o tym, co to dla mnie oznacza. I o Sopocie. A także o tym, że potrzeba mi w tej chwili zapachu morza. Mam nadzieję, że w ten weekend uda mi się wcisnąć w plany spacer po plaży.
niedziela, 2 czerwca 2013
Powroty.
Blog pokrył już kurz, nie z braku wydarzeń, a z ich nadmiaru. Kolejna wielka europejska podróż za nami. Przywieźliśmy z niej naręcze książek, sporo zdjęć, kilka drobiazgów, bursztyn i poczucie, że to, co ważne, czyli relacje z ludźmi, pozostaje niezmienne. Wyjazd pełen pozytywnej energii i dobrych spotkań. Oczyszczający i przypominający nam, dlaczego choc tu nie jest źle, nasz dom leży daleko.
Tymczasem powoli wracamy do rzeczywistości, choc nadal budzimy się skoro świt. A świt jest cudny, pachnący, zachęcający do tego, by wstać.
poniedziałek, 8 kwietnia 2013
Szeptem...
tydzień 6.
Poranki pojawiają się nagle, rześkie i pełne dziecięcego szczebiotu. Otwieram to jedno, to drugie oko. A potem wszystko toczy się znanym rytmem. Kawa bulgocze na kuchence, słychać dźwięk otwieranej lodówki i dzieci rozprawiające o tym, kto dziś będzie piratem (bo Dziewczynka też lubi "chłopcowe" zabawki i gotowa zamienic Alicję na lupę). Palce męża stukają miarowo po klawiaturze. Grant, publikacja, mail. Wiadomości. A za chwilę buziak przed wyjściem, plecak w rekiny i ulubiona czerwona butelka i... zostajemy same. Przynajmniej jeszcze przez jakiś czas, bo zanim się nie obejrzymy do niebieskiego plecaka dołączy inny, zapewne różowy. Cieszy mnie to i smuci jednocześnie.
Lubię ten rytm, podobnie jak przedpołudnia z farbkami na palcach i popołudnia z szumem pralki i ciepłym oddechem śpiącej Dziewczynki. Podobnie jak moment, kiedy Chłopiec wraca z przedszkola i pochłania stos naleśników, a także nasz codzienny wieczorny rytuał, kiedy to czytamy kolejne książki. Bo czytać Chłopcu mogę tylko ja. Ot tak.
I tylko czasem...
Czasem dopada mnie melancholia i zadaję sobie szeptem pytanie o sens tego wszystkiego. I zerkam na innych. To ten moment, kiedy mało robi się radości a dużo niejasnego smutku. A potem znów wracam do tego, co jest jedyne i niepowtarzalne - do własnego życia.
...
Coraz częściej łapię się na myśli, że będzie mi brakowało drobiazgów, które są częścią naszej codzienności w miejscu, w którym jesteśmy. I coraz częściej gotowa jestem za tym tęsknić, w zamian za zmianę, która przecież powinna nadciągnąć. Oby...
wtorek, 2 kwietnia 2013
A skoro to już kwiecień... (w marcu lubię)
tydzień 5.
To był bardzo ważny miesiąc. Ważny wewnętrznie, za zewnątrz przemilczany. A teraz patrzę z radością na nadchodzący czas wyjazdu. Przedtem jednak...
W marcu lubię:
- poczucie ulgi. Rezygnowanie z projektów, czynności, zobowiązań przychodzi mi niezwykle trudno. W marcu nauczyłam się jednak zostawiać rzeczy błahe na rzecz istotnych, koncentrować się na celach. Niełatwa, ale niezmiernie ważna lekcja.
- żonkile I tulipany. Kwintesencję wiosny.
- piernik. Tak, bardziej nawet niż w grudniu. Upieczony spontanicznie, przy okazji, ucieszył mnie niezmiernie.
- postęp. Czuję, że zrobiłam ogromny fotograficzny skok, że panuję nad aparatem I że robi on to, czego ja chcę.
- Torańską. Jej wywiady z Onymi. Przerażająca, ale cenna lektura. Podobnie jak Czarny czwartek, który stał się ważnym dla mnie filmem.
- Wielkanoc, piknik z dziećmi, czas dla nas, a co za tym idzie...
- rozmowy. Ważne, często trudne, niezbędne.
- oczekiwanie na to, co niebawem nastąpi.
- poczucie zmiany, która do nas nadciąga, raczej intuicyjne niż realne. Ale kto wie...?
- stary aparat z wczesnych 50., kupiony za bezcen na ebay'u. Nie wiem, czy działa, ale na pewno będzie doskonałym uzupełnieniem sesji dziecięcych.
- wiosnę. Ot tak.
środa, 27 marca 2013
Marzec. Wiosna.
tydzień 2.
tydzień 3.
tydzień 4.
Marzec gna przed siebie, a ja coraz bardziej zagłębiam się w fotografię. Czytam, myślę, chłonę. Uczę się czegoś nowego każdego dnia. I przyswajam, trawię to, czego się dowiedziałam. A nawet śnię... I czuję, że wsiąkam w to coraz bardziej.
Tymczasem od wyjazdu do Europy dzielą nas trzy tygodnie. Przedtem jednak czeka nas Wielkanoc, zielony kosz piknikowy, świeży chleb i kolorowe jajka. Tak właśnie mamy zamiar spędzić ten czas, wśród baniek mydlanych, z marcepanowymi ciastkami, wycinanymi przez dzieci, ze sobą. Takie minimalne święta wydają mi się być w tym roku idealnym rozwiązaniem.
niedziela, 3 marca 2013
Subskrybuj:
Posty (Atom)





.jpg)


.jpg)

















