Nie przepadam za latem. Tam, gdzie większość widzi piękną plażę, ja widzę piasek, wpadający dosłownie wszędzie. Dużo bardziej niż promieni słonecznych, palących moją skórę, wyczekuję ostrego powietrza jesieni. Lato pozbawia mnie chęci działania, obniża zdolność percepcji i tylko czereśnie są mnie w stanie pocieszyć. Czereśnie i... ona. Letnia, lipcowa. Moja córka. Od piątku trzyletnia, z tym samym co zawsze promykiem słońca we włosach. Dziękuję, że jesteś...
poniedziałek, 22 lipca 2013
poniedziałek, 8 lipca 2013
Statystyka. Southwest.
Southwest. Cztery stany - Newada, Utah, Arizona i Nowy Meksyk. Łączna ilość mieszkańców to około cztery miliony osób, z czego połowa zamieszkuje w dwóch największych miastach Arizony - Tucson i Phoenix. Stolice Utah i Nowego Meksyku zamieszkuje mniej niż dwieście tysięcy ludzi. Te cztery miliony mieszkańców czterech stanów to kilka tysięcy więcej niż mieszkańców Los Angeles. Co więcej, to zaledwie połowa ludności Nowego Jorku.
W minionym tygodniu postawiliśmy nogę w 18. z kolei stanie. Utah zaskoczyła nas porządnymi drogami, zorganizowanymi mieszkańcami i zadbanymi miasteczkami. Chłonęliśmy jej surową przyrodę, rozciągające się po horyzont rancza i rozmawialiśmy o tym, jak bardzo nieporównywalne są stany wewnętrzne w stosunku do wybrzeży. I muszę przyznać, że im dłużej mieszkam w tym miejscu i im więcej podróżuję, tym jaśniej układa mi się w głowie geopolityczna mapa Stanów Zjednoczonych i tym bardziej podziwiam umiejętność zjednoczenia się tego narodu emigrantów. Tyle światów równoległych, od Times Sqaure po czerwoną ziemię Utah, od chłodu Alaski po tropic Hawajów. A nad tymi różnicami, często nie do pogodzenia, łopocze trzykolorowa flaga. United we stand.
niedziela, 30 czerwca 2013
"Najlepsza sekwencja amerykańska. (...) Przedziwna czasem zdegenerowana prowincja. Taka Europa, która z ulgą ściągnęła z siebie kamizelkę i bezwstydnie pokazuje się rozmymłana, i jeszcze jest z tego zadowolona". J.Stuhr, Myślę sobie...
Dobry weekend, pełen plażowego piasku, zapachu morza i bycia razem. Co do ostatniego - muszę zweryfikować ilość czasu na fotografowanie w stosunku do czasu poświęconego dzieciom. Do zrobienia od zaraz.
Tymczasem spłynął na nas niedzielny wieczór, a za oknem rozlega się krzyk mewy. Oswajam się z latem, ba, nawet się nim cieszę, choć nadal nie jest to moja ulubiona pora roku.
Odwiedziliśmy dziś rezerwat Torrey Pines. Enklawa w samym sercu miasta. Dobrze, że komuś chciało zadbać się o coś więcej, niż czubek własnego nosa,
środa, 26 czerwca 2013
Dziennik Stuhra. Jego rozważania na temat rodzicielstwa i kształtowania postawy życiowej w kontekście sukcesów syna. Często myślę o tym, patrząc na swoje dzieci. I chciałabym, żeby to, co widzą, było lepsze. Tylko sił mi nie starcza.
Lato upalne, męczące. Słońce piecze niemiłosiernie. Walczę ze swoją niechęcią do tej ukochanej przez wielu pory roku. Może gdzieś w zaciszu palm i poczucia beztroski to wszystko ma większy sens, ale skwar w wielkim, betonowym mieście o zakurzonych ulicach po prostu lepi się do cery i włosów.
W powietrzu wisi ciągle jedno i to samo od lat pytanie - co dalej? Przejściowość mnie męczy. Tymczasem syn przechodzi kryzys. Oświadczył dziś, że nie chce być Serbem i Polakiem, tylko Englezem, czyt. Amerykaninem. Skąd takie pragnienie? Czeka mnie rozmowa z jego nauczycielką. Pewnie zbliżający się dzień niepodległości sprawia, że w przedszkolu podsyca się patriotyczną postawę. Mimo wszystko...
W ogóle patriotyzm amerykański jest niesamowicie rozdmuchany. Hymn towarzyszy każdemu wydarzeniu sportowemu, dzieci recytują przysięgę fladze od momentu, w którym nauczą się mówić, wojsko jest czymś, czemu hołduje się bez żadnych refleksji. Flagi łopoczą na wietrze na każdym niemal kroku. Drażni mnie to i zadziwia jednocześnie. Tyle wielkich słów i tak mało refleksji. Myślami wracam do książki Howarda Zinna i do Indian. Jestem po stronie przegranych.
Dziś bardziej niż zwykle chciałabym być daleko stąd.
piątek, 21 czerwca 2013
czwartek, 20 czerwca 2013
Ludzie z plakatów patrzą na mnie miękkim wzrokiem. Pełno ich w całym centrum handlowym, pojawiają się w każdej z reklam domów handlowych czy sieci projektantów. Przenoszę wzrok na ludzi wokół mnie, pośpiesznie pędzących przed siebie, na samochody z niemal zawsze jednym pasażerem (wyjątkiem są mamy z garstką potomstwa, pędzące na kolejne zajęcia rozwojowe). Rozmyślam. Bardziej podoba mi się wizja z reklam, plaże na nich ładniejsze, linie ciała smukłe, oczy niezmęczone. Nie ma tu pośpiechu, odrapanych budynków nie tak odległych dzielnic, korków i zmęczenia. Ludzie z plakatów mają nienagannie skrojone ubrania, radosny wzrok i czas.
Przeczytałam ostatnio ciekawą dyskusję na pewnym blogu. Dotyczyła innego, podziwianego blogu, na którym wszystko jest eleganckie, na swoim miejscu. Słowa, dobrane zgrabnie, układają się w gładkie zdania, a towarzyszące im obrazy są w nienachalny sposób piękne. Kompozycja bez zarzutu, sugeruje nieskazitelne życie. Osoba, która podjęła temat na swoim blogu mówi o tym, że ją zbyt długie czytanie tego bloga męczy, bo ona sama tak nie umie. Uśmiecham się na myśl, że jej blog jawi mi się właśnie tak, nieskazitelnie. Żadnego zbędnego zdania, zapomnianego przecinka.
Myślę o swoim blogu i zasadności jego istnienia. I już po chwili pamiętam, po co jest. Po to, by zapisać w nim zapach dzisiejszych pieczonych ziemniaków, o Panie Pająku, czyli alternatywym tłumaczeniu syna, o tym, że jest dziś upał i o tym, że czytana wczoraj Szymborska przypadła mi jak zwykle do gustu. Ten blog jest bowiem dokładnie tym, czym miał być - zapisem drobiazgów, z których składa się moje życie. Wariacją na temat istnienia.
środa, 19 czerwca 2013
Lato. Prolog.
Ręcznik plażowy znowu pachnie słonym aromatem morza, na skórze pojawiają się piewsze słoneczne zaczerwienienia, w pośpiechu szukamy kremu z filtrem i nowego stroju kąpielowego dla Chłopca, a arbuz znów cieszy miodową słodyczą przepastnego wnętrza. Z piaskiem w majowym Zwierciadle, paskami od sandałów na opalonych nogach i garścią planów wkraczam w kolejne lato. Moje ostatnie lato mamy na pełen etat. Wrzesień przyniesie ze sobą wiele zmian, mam nadzieję, że na lepsze. Tymczasem mam zamiar cieszyć się słońcem, ciepłem i zapachem oceanu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)









